poniedziałek, 18 stycznia 2016

Pełne odszkodowanie za wadliwy przetarg


W razie niezawarcia umowy z powodu błędów w przetargu poszkodowanemu należy się rekompensata utraconych korzyści.


Nie tylko zatem kosztów transakcji. To sedno najnowszego wyroku Sądu Najwyższego, ważnego dla wszelkich przetargów i aukcji, a w pewnym stopniu także zamówień publicznych, choć w nich obowiązują bardziej rygorystyczne zasady odszkodowań. 
Grunt na kurhanach
Agnieszka Z. zaplanowała prowadzenie gospodarstwa rolnego. W tym celu zwróciła się do Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o przyznanie dofinansowania dla młodych rolników – na rozwój gospodarstwa. Uzyskała promesę pomocy w wys. 75 tys. zł, pod warunkiem że będzie dysponować gospodarstwem rolnym od 10 ha do 300 ha, i osobiście będzie w nim pracować. W tym celu przejrzała oferty Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa i przystąpiła do przetargu na oferowaną właśnie 20-ha działkę rolną w miejscowości Czarne na Pomorzu. Wygrała przetarg. Miała zapłacić 243 tys. zł, ale przy sporządzaniu aktu notarialnego okazało się, że na jednej czwartej działki znajdują się kurhany, cmentarzysko z czasów kultury łużyckiej, które nie może być naruszone, o czym wydział ochrony zabytków miejscowego Urzędu Wojewódzkiego informował ANR kilka miesięcy wcześniej. W tej sytuacji Agnieszka Z. umowy nie podpisała, zażądała natomiast od ANR odszkodowania.
Za utracone korzyści
Artykuł 70 (4) § 2 zdanie 3. kodeksu cywilnego stanowi, że uczestnik aukcji albo przetargu, którego oferta została wybrana, może żądać zapłaty podwójnego wadium albo naprawienia szkody w razie niedojścia do kontraktu. Tu nie było wątpliwości, że nie doszło do niego z winy Agencji.
Spór dotyczył tego, jak rozumieć szkodę, którą Agnieszka Z. wyliczyła na 323,4 tys. zł. Składało się na nią 3,4 tys. zł kosztów zaciągniętego kredytu, 5 tys. zadatku na kupno ciągnika rolniczego, owe 75 tys. wsparcia, ale także spodziewane dopłaty unijne. Sąd Okręgowy w Gdańsku zasądził jej 83,4 tys. zł, a więc pierwsze trzy pozycje (i dalej o tę kwotę toczył się spór), ale Sąd Apelacyjny zmniejszył ją do 8,3 tys. zł, a więc zredukował do tzw. ujemnego interesu umowy, tj. wydatków na przygotowanie kontraktu – bez utraconych korzyści.Z tego powodu w sprawie interweniował rzecznik praw obywatelskich, który złożył skargę kasacyjną. Adam Graczek, główny specjalista w Biurze RPO, przekonywał Sąd Najwyższy, że gdyby ANR zareagowała na zawiadomienie wojewody, to powódka znalazłaby sobie inną działkę, i dofinansowania by nie straciła. Nie dość tego: gdyby werdykt sądów gdańskich miał się utrzymać, wyszłaby z tego procesu „na minusie". W ocenie RPO wskazana w art. 70 (4) k.c. szkoda obejmuje także utracone korzyści, jeżeli bowiem prawo gdzieś ogranicza pełne odszkodowanie, to o tym jasno mówi.Sąd Najwyższy przychylił się do tego stanowiska i nakazał SA ponowne rozpoznanie sprawy.– SN w tym składzie uważa, że odszkodowanie przewidziane w tym artykule obejmuje także utracone korzyści – wskazał w uzasadnieniu sędzia SN Marian Kocon. – Nie oznacza to że powódka automatycznie ma otrzymać owe 75 tys. zł. SA musi jeszcze zbadać rozmiar szkody.Trzeba wziąć jeszcze pod uwagę, że wypłata 75 tys. zł pewnie była obarczona innymi warunkami i może wydatkami powódki – wskazują nasi rozmówcy.
Sygn. akt: IV CSK 226/15
źródło: Rzeczpospolita
czytaj więcej: http://www.rp.pl/Firma/

1 komentarz: