sobota, 7 kwietnia 2012

Kulisy zamykania rynku zamówień publicznych przed Chinami

Wiele emocji budzą propozycje Komisji Europejskiej dotyczące możliwości blokowania europejskiego rynku zamówień publicznych przed wykonawcami z krajów, które nie otworzyły swoich rynków przed firmami z Unii Europejskiej. Mimo, że europejscy politycy twierdzą, że projekt nie jest skierowany przeciwko jednemu konkretnemu państwu, nikt nie ma wątpliwości, iż ma być on instrumentem wpływania na Chiny. Niemniej jednak wśród państw UE nie ma zgodności co do tego czy takie działania będą skuteczne. 

Jak czytamy w Gazecie Wyborczej, projektowi byli przeciwni "komisarze z Wlk. Brytanii, Holandii, Szwecji i Czech (Niemiec chciał rozmiękczenia propozycji), ale - co zdarza się tylko w wyjątkowych sytuacjach - w sprawę rozporządzenia osobiście zaangażował się szef Komisji José Manuel Barroso podczas wewnętrznych negocjacji. Nie obyło się bez komentarzy, że to próba pomocy prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu walczącemu o reelekcję, bo "zasada wzajemności" jest niezwykle popularna we Francji, a Sarkozy na jednym z niedawnych wieców przedwyborczych przywoływał argumenty o "naiwności" Europy, które można było potem usłyszeć od komisarzy UE".

Skutkiem protekcjonizmu UE może być otwarcie rynku zamówień publicznych w Chinach. Istnieje jednak zagrożenie, że Chiny nie ugną się przed presją Unii Europejskiej a to może skończyć się wojną handlową. Jak donosi GW "projekt rozporządzenia Komisji musi być zatwierdzony przez europarlament i Radę UE. To nie będzie łatwe, bo Niemcy ostrzegają przed wysyłaniem "sygnału protekcjonistycznego" z Europy, który podminuje międzynarodowe porozumienie o zamówieniach publicznych w ramach WTO (GPA), choć powinno się rozszerzać jego stosowanie i zachęcać Chiny do przyłączenie się do GPA. "Ta propozycja jest nie do zaakceptowana i powinna być odrzucona" - głosi nieoficjalny dokument ze stanowiskiem rządu Angeli Merkel".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza